Związek

Niedopowiedzenia

Nigdy nic nie robi, nie można na niego liczyć- wiele razy słyszę takie zarzuty od różnych osób wobec swojej drugiej połówki. Lecz czy faktycznie zawsze wina leży po jednej stronie?

Robisz to źle.

W związku bardzo dobrze mówić wprost. Droga na około nigdy nie jest wystarczająca, by druga połowa domyśliła się o co nam konkretnie chodzi. Wydaje mi się, że naprawdę nie ma potrzeby, by utrzymywać kogoś w niepewności, nerwach czy stresie. Niedopowiedzenia zabiją związek. Jeśli nie dowiem się czegoś od razu to przez pewien czas będzie mnie to jeszcze interesowało, jednak ten stan nie będzie trwał wiecznie. Ludzie nie mają siły, by ciągle prosić o wyjaśnienia. Dlatego przeważnie ktoś zapyta nas kilka razy o co się obraziliśmy, o co chodziło, jeśli nie podejmiemy rozmowy to, to będzie jasny znak dla tej osoby, że nie chcecie nic wyjaśniać. Nie dziwcie się później, że np. kobieta się obraża a mężczyzna w ogóle się tym nie przejmuje. I to wszystko później tak leci, jedna połówka nie mówi druga ma już dość dopytywania się i naprawiania aż w końcu nie podejmuję rozmów. Dąży to do braku zrozumienia a nawet niechęci zrozumienia. Jeśli dopuścimy do momentu, kiedy machamy ręką na problem najbliższych to nie będziemy szczęśliwi a już na pewno nie można nazwać tego zdrowym związkiem.

Kto pierwszy?

Niestety, ale związek wymaga pracy i to w większości nad samym sobą. Bo dlaczego akurat ja mam wyciągać pierwszy rękę? O tym już mówiłam kilka razy, w zdrowym związku nie powinno robić nikomu różnicy kto pierwszy przyjdzie i zacznie rozmawiać czy się godzić. Z resztą to oboje powinniście chcieć! Bo co chcą powiedzieć kobiety poprzez ciągłe obrażanie się czy mężczyźni, kiedy próbują udowodnić, że to oni są panami i nie będą brać czyjegoś zdania pod uwagę? W związku nie możemy się zachowywać jak koty, które chodzą swoimi drogami! Jeśli oboje bierzemy się na poważnie to też na poważnie musimy się traktować. Przede wszystkim dużo rozmawiać. Najlepszym wyjściem jest w ogóle wyjaśnienie wszystkiego od razu i powiedzieć to, co nam leży na sercu. O wiele lepiej jest powiedzieć raz a porządnie, niż ciągnąć temat w nieskończoność czy zostawić jakieś niedopowiedzenia.

Kurza filozofia

Spotykać się z niewierzącym?

Powinnam?

Nie ma żadnych przeciwskazań by spotykać się z osobą niewierzącą czy innej religii. Mam dużo znajomych, którzy z jakiś przyczyn uważają się za osoby niewierzące i co za tym idzie nie przyjmują sakramentów. Znalazło się grono osób, które z tego powodu mnie krytykowało jak mogę spotykać się z kimś kto żyję w grzechu? Już odpowiadam. Po pierwsze to nie ja jestem od tego, by osądzać kto ma jaki grzech, nie ma o co się spinać, bo nie ma ludzi idealnych. Oczywiście mogę kogoś na siłę nawracać ale doskonale wiem jakby się to skończyło…

Cel- szacunek

Ja i moi znajomi szanujemy swoje poglądy i to jest podstawa tego, czy powinniśmy się z kimś spotykać czy nie. Jeśli ktoś nie akceptuje Twojej wiary to nie ma sensu siedzieć i wysłuchiwać rzeczy, które sprawią Ci przykrość. Ok, ale co jeśli chłopak, który nam się podoba jest niewierzący? Czy to problem? Zasadniczo nie, aczkolwiek wtedy trzeba dowiedzieć się jakie macie wartości. Niewierzący chłopak to nie chłopak gorszej kategori, ale z biegiem czasu możecie się po prostu rozjechać. Na własnym doświadczeniu powiem, że ciężko jest być z kimś kto ma inny światopogląd. To tak jakby w domu żyły dwie partie polityczne, niby wszystko gra, ale wystarczy iskra, by zaczęła się kłótnia. Sama byłam w takim związku przez rok. Oboje doskonale wiedzieliśmy na co się piszemy i że nasze poglądy znacznie się różnią. Przyznam, że to był dosłowny hardcore. Oprócz tego, kto co sobie myśli doszli nasi znajomi, których nie umieliśmy przełknąć.

Kurza filozofia

Po co pomagasz?

 

Moi kochani, nie bardzo rozumiem tych wszystkich dziwnych sytuacji związanych z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Martwi mnie nowa moda na ,,nie daje Owsiakowi.” Jasne, że każdy ma wybór jaką organizację czy fundację wesprze i sam zdecyduje czy w ogóle czuję potrzebę jakiejkolwiek pomocy. Zastanawia mnie jednak po co się z tym obnosić? Jeśli nie uważasz, że WOŚP niesie skuteczną pomoc to po prostu nie wrzucaj tej złotówki, a nie krzycz jaki Owsiak czy ktoś inny jest zły (bo przynajmniej WOŚP spełnia wszystkie obietnice). W internecie pojawiło się mnóstwo wpisów o tym, że przecież ludzie tyle pomagają innym organizacjom więc dlaczego teraz też muszą!?

 

 

Warto się zastanowić, po co w ogóle pomagam? Nie ma potrzeby wyliczać ile dobrego zrobiłem, bo osoba, która robi to bezinteresownie nie robi takich rzeczy. Czy przy naszym obecnym pomaganiu czujemy się mało docenieni? Jeśli robimy to na pokaz to faktycznie możemy się źle poczuć.  W każdej organizacji czy fundacji są ogromne pieniądze! Nawet w tych wcześniej wymienionych z tweeta. Oprócz pomocy, Ci ludzie muszą również zarobić, bo na wyższych szczeblach wolontariat już nie wchodzi w grę. Super, że w ogóle pomagasz i naprawdę nie ważne w jaki sposób, bo jest teraz na prawdę ogrom możliwości. Ale po co przy okazji szkodzić? Żyjemy w wolnym świecie i każdy z nas wybiera co jest dla niego ważne, czy woli wrzucić złotówkę na WOŚP, angażować się w Szlachetną Paczkę czy też wspierać Caritas. Chodzi mi o to, żeby sobie nie przeszkadzać, bo nie ma lepszej ani gorszej pomocy. Po prostu, pomoc.

Związek

Co dostaniesz za pieniądze?

Zdarza nam się, że kogoś oceniamy. To normalne, w końcu jesteśmy ludźmi. Ktoś jest dziwnie pomalowany, ubrany nie pod kolor lub ma brzydką fryzurę.

Co tu się w ogóle stało!?

Ostatnio jednak spotkałam się z sytuacją kiedy to ojciec jednej z moich koleżanek stwierdził, że powinna zerwać ze swoim obecnym chłopakiem, bo jest ZBYT BIEDNY. Co wyobrażamy sobie kiedy ktoś mówi ,,zbyt biedy?” Na pewno nie tego chłopaka! Wysoko ustawiona poprzeczka przez tatę, bo facet ma być odpowiedzialny za żonę i na jego głowie jest wybudowanie domu oraz dbanie o rodzinę. Dlaczego zrzucamy tutaj wszystko na głowę tego chłopaka? Ile jest osób (i nie mówię tutaj tylko o młodych) których środki finansowe pozwalają na to, żeby ot tak, tu i teraz postawić dom? Mnie i mojego męża nie. Czy jesteśmy zbyt biedni i podjęliśmy nieodpowiedzialną decyzję jaką był ślub? Nie sądzę. Nie przysięgaliśmy przed ołtarzem, że nie opuścimy się dopóki nasze wypłaty będą takie czy siakie. Dlaczego o tym w ogóle piszę? Okropnie zdenerwowała mnie ta „opowieść”. Ojciec, który namawia córkę, żeby zerwała z chłopakiem, bo nie ma milionów na koncie! Co z tego, że oboje mają po dwadzieścia lat. Co pomyśli sobie chłopak, który ma świadomość, że „odstaje” od reszty rodziny a jego przyszły teść twierdzi, że nie będzie w stanie być dobrym mężem czy ojcem (bo nie ma pieniędzy).
Wiem, że ciągle powtarzam się pisząc o pieniądzach, ale tutaj dosłownie nie chodziło o nim innego.

 

Co jest ważne?

Znam pary i Wy pewnie też, których nie stać nawet na to, żeby zapłacić za przyjęcie ślubne. Wyjeżdżają w tym celu za granicę, czasem zbierają pieniądze kilka lat. Nie widzą tutaj przeszkód, po prostu chcą być razem i zrobią wszystko, żeby w przyszłości wziąć ślub, wynająć jakieś mieszkanie. Oczywiście, że życie razem to nie tylko śmiech i wspaniałe chwilę, ale również rachunki i odpowiedzialność. Młode małżeństwa bardzo często mieszkają u rodziców, nawet kilka lat zanim się czegoś dorobią. I tutaj to jest najważniejsze, że chcemy czegoś razem. Na prawdę nie powinniśmy zastanawiać się nad tym, czy jeśli wyjdę za tego mężczyznę to wybuduje mi dom! Powinniśmy myśleć co oboje możemy zrobić by wybudować dom (czy osiągnąć inny, wymarzony cel). Patrzenie przy wyborze przyszłego małżonka/małżonki  jedynie na jego możliwości finansowe nie jest dobrym pomysłem. Przykro mi, ale za miliard na koncie nie kupicie szacunku swojego partnera/partnerki. Nie kupicie tego, że będzie za wami tęsknił i czekał z niecierpliwością. Nie kupicie także uśmiechu ukochanej/ukochanego czy zdrowia swoich dzieci. Jeśli oboje patrzycie tylko na pieniądze to okej, jakoś się dogadacie, ale nie liczcie na to, że ktoś zadba o was, kiedy się rozchorujecie czy będziecie mieć cięższe chwile.

 

 

Związek

Odbijam!

Wczoraj jadąc pociągiem usłyszałam rozmowę dwóch kobiet. W sumie to raczej nie dało jej się nie słyszeć. Rozmawiały o związkach, mężczyznach i najbliższych planach.
Nagle jedna parskając śmiechem na pół pociągu powiedziała ,,zobacz jak to łatwo rozwalić małżeństwo, nawet bardzo się nie starałam!” Z rozmowy wynikało, że dla jednej z tych Pań mężczyzna zostawia swoją żonę i dzieci. Nie była to jednak romantyczna historia lecz typowa manipulacja a wręcz namawianie mężczyzny, że z taką kobietą jak ona będzie mu lepiej.

Rozwalanie związku

Znamy dobrze powiedzenie serce nie sługa, ale mamy również zdrowy rozsądek. Nie powinniśmy być uczestnikami czyjegoś, rozpadającego się związku (bez względu na to czy jest to małżeństwo czy para.) Jeśli spotykamy kogoś w kim się szaleńczo zakochamy, będziemy się świetnie dogadywać to poczekajmy, aż „załatwi” tamte sprawy do końca. Jeśli oczywiście chce cokolwiek kończyć. Znam sytuację kiedy to kobiety narzucają się mężczyzną na tyle, że są w stanie zostawić swoją partnerkę. Nie podważajmy tutaj miłości danej osoby, bo jeśli ktoś z zewnątrz wstrzeli się w moment, kiedy akurat nam się nie układa to zdarzają się różne rzeczy, który się później mniej lub bardziej żałuje. Nie jest dobrze być „zapalnikiem” czyjego rozstania. Na pewno żadna osoba nie chciałaby by ktoś próbował „odbić” jej partnera.

Bardzo śmieszna sprawa

Parskająca śmiechem Pani mówiąca o rozpadzie małżeństwa nie jest przeze mnie dobrze odebrana. W jaki sposób została przedstawiona sytuacja? Jako bardzo śmieszna, a słowa ,,nawet bardzo się nie starałam” wskazują na obojętność kobiety do tej sytuacji. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w życiu różnie się układa, ludzie się rozstają, poznają nowe osoby, tworzą nowe związki. Jednak rozbijanie czyjegoś związku dla zabawy(?) nie wydaje się ani trochę dobrym pomysłem.

Związek

Nie jestem Twoją własnością!

Po Świętach spotkałam moją koleżankę z liceum. Gdy zaczynaliśmy szkołę bardzo spodobał jej się jeden z chłopaków, który kończył już nasze liceum. Pamiętam, że starała się zrobić wszystko by mu się spodobać, bowiem jej zdaniem chłopak był z ,,wyższych sfer”i nie było mu tak łatwo zaimponować. Pierwszy rok można nazwać dosłowną lataniną, bo to ona walczyła o jego względy. Na początku trochę pisali, kilka razy się spotkali ale koniec końcem wszystko ucichło. Gdy kończyłyśmy drugą liceum spotkali się po długiej przerwie i w niedługim czasie ogłosi się parą. Koleżanka była wniebowzięta, spotkała w końcu mężczyznę swojego życia! Mądry, przystojny, studiuję medycynę i ma łeb na karku!

Świetny początek

Gdy ją spotkałam i zaczęliśmy rozmawiać co u nas słychać doznałam wręcz szoku. Była najszczęśliwsza na świecie i w końcu go zostawiła! Jak to się stało? Na początku wszystko było wspaniale, jednak z czasem czuła na sobie jego kontrolę. Koleżanka zawsze chciała być nauczycielką, mieć kontakt z dziećmi. Chłopak się na to nie zgodził, już w klasie maturalnej oznajmił jej, że pedagogika kompletnie odpada, bo na takie coś to może iść każdy głupi. Na początku myślała, że to taka motywacja, bo może faktycznie nie wierzy w swoje możliwości. Jednak tutaj chodziło o coś zupełnie innego, o wychowanie sobie dziewczyny i narzucenie wszystkiego co jest w stanie. Nie poszła na pedagogikę a na inżynierie biochemiczna, radziła sobie dobrze, ale wiedziała, że to nie to co chciała w życiu robić.

 

Złe decyzje?

Chłopak nie lubił jej koleżanek i gdy tylko chciała się z nimi spotkać zawsze robił jej o to problem i pytał czy woli spędzić czas z nim czy koleżankami. W końcu straciła kontakt z przyjaciółkami i można powiedzieć, że została własnością. Związek trwał niecałe 4 lata! Sama się sobie dziwi ile była w stanie wytrzymać. Każdy jej pomysł był krytykowany a jego zdanie najważniejsze. Kochani, to oczywiście nie odnosi się tylko do kobiet, bo są na pewno mężczyźni, którzy byli bądź są w takich związkach. Zastanówcie się, ile jest warta wasza cierpliwość? Czy ciągłe znoszenie czegoś na rzecz  ,,miłości” ma sens? I czy to co jest między wami  to faktycznie miłość?

Związek

Jest za gruba…

Fajnie, ale…

Uwielbiam dostawać maile od Panów! Są najwspanialsze na świecie i bardzo szczere. Świetne jest to, jak bardzo Panowie przejmują się niektórymi sprawi, mimo iż wyglądają na niewzruszonych! Dziś przedstawię wam pewną historię. Jak to zwykle bywa, chłopak poznaje dziewczynę, ale nie jest to takie poznanie jak w filmach romantycznych, bo ona nie robi na nim zbyt dużego wrażenia. Spotykają się z paczką znajomych, zamienili kilka słów, nic więcej. Z czasem, po kilku rozmowach chłopaka ciągnie do dziewczyny, mimo, że od razu nie zaiskrzyło. Spotkali się kila razy sam na sam i ku jego zaskoczeniu okazała się dziewczyną wymarzoną! Wszystko było pięknie do póki nie powiedział jednemu z kolegów, że się spotykają. ,,Oszalałeś? Podoba Ci się grubaska?”  Od razu mówię, nie, nie obronił jej, nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. ,,Nie będziesz się marnować, tyle lasek jest, a Ty chcesz grubą świnie” Koledze gratuluję porównania, bowiem jest bardzo górnolotne i poetyckie, ale nie jego umiejętności językowe są tutaj najważniejsze. Najważniejsze jest pytanie ,,Czy powinienem mimo wszystko z nią być?”

 

I co teraz?

Nie oburzajcie się i nie piszcie komentarzy, że co to za chłop, co pyta o takie rzeczy i że otyłość nie jest problemem. Jest. Wyobraźcie sobie sytuację kiedy spotyka się z dziewczyną i kolegami i ktoś tam jej dokucza. Twoi koledzy nie lubią Twojej dziewczyny? Twoja dziewczyna czuje się źle przy kolegach? To długo nie potrwa. Jednak jeśli ktoś pyta czy powinien, to znaczy, że sam nie jest pewien i nie wiem czy sam nie będzie się wstydzić(?) Jeśli mamy się kogoś wstydzić to nie ma sensu zaczynać związku, bo krzywdzimy osobę, która nas kocha. Dziewczyna wymarzona, więc na co czekać? Kobieta, z którą można planować przyszłość…no tylko ten brzuch. Brzuch, grube nogi nie są żadnym wyjaśnieniem, albo się kogoś kocha i się z nim chce być albo nie. Oczywiście, jeśli dziewczyna jest tak otyła, że ma problemy zdrowotne to trzeba w jakiś sposób ją zmotywować i pomóc. Razem ćwiczyć, przejść na wspólną dietę. Tak, są rzeczy, które wizualnie mogą nam się trochę nie podobać, ale to wszystko można zmienić. A kolegom wystarczy powiedzieć co i jak, bo wydaje mi się, że nawet najbardziej oporny będzie w stanie zrozumieć niektóre sprawy. Niestety, ale te rzeczy wymagają jedynie dojrzałości.

Kurza filozofia

Nowy rok, nowe… co?

Co roku obiecujemy sobie nowe rzeczy. Jak bardzo się zmienimy, co zaczniemy robić i nie wiadomo dlaczego akurat ten rok (co roku) ma być tym lepszym. Pójdę na siłownie, zacznę się zdrowo odżywiać, znajdę więcej czasu na naukę, przyjaciół czy modlitwę. Jest plan i co dalej? Okazuje się, że są nowe obowiązki, nowi ludzie i nieoczekiwane zmiany i tak szlag trafia nasz plan. No cóż… na pewno w przyszłym roku się uda!

Odkładamy sobie różne obietnice na kolejne lata. No, ale staraliśmy się przecież! To nie tak, że nie próbowaliśmy! A że wyszło jak zawsze to już całkowicie inna sprawa.
Jesteśmy usprawiedliwieni i już nie czujemy niezadowolenia z siebie. Na pewno większość z was ma jakieś większe bądź mniejsze postanowienia. Zastanawialiście się czy wam się uda? Albo nie, dlaczego poprzednie wam się nie udały? Może nie warto wymyślać coraz to nowych rzeczy i mówić sobie, że skoro w tamtym roku się nie udało to w tym zrobię coś ekstra (za poprzednie). Może lepiej w tym roku skupić się na sobie? Ale nie na kwestach siłowni czy zdrowej diety (co oczywiście jest też ważne) ale nad tym jaki/jaka jestem?

1. Będę lepszy

A co gdyby w nowym roku stać się lepszym człowiekiem? W tym roku skup się na słuchaniu, a nie mówieniu. Staraj się być najlepszą wersją siebie. Zachowuj się tak, by Twoi przyjaciele mogli powiedzieć bez ogródek, że zawsze mogą na Ciebie liczyć. Wyciągaj pierwszy rękę (bądź po prostu tym mądrzejszym- w sumie co Ci szkodzi?) Poświęcaj najbliższym tyle czasu ile potrzebują. Mamie, tacie, babci, dzieciom- zawsze ich wysłuchuj. Są czasem sprawy, które serio nie będą Cię interesować i już będziesz mieć dość, ale zwróć uwagę na to, że możesz być jedyną osobą, której mogą się wygadać.

2. Nie muszę być na pierwszym miejscu

Wiadomo, każdy z nas chce wypaść zawsze jak najlepiej. Spotkanie rodzinne, imprezy ze znajomymi czy meetingi pracownicze. Wszyscy w jakiś sposób lubimy być chwaleni i nie ukrywamy raczej naszych sukcesów. Bywa często jednak tak, że ktoś przyćmiewa nasz blask. Sama miałam sytuacje, gdzie pojechałam do rodziny, w czasie zdania prawa jazdy, podjęcia pierwszej pracy. Byłam z siebie bardzo dumna i chciałam o tym opowiedzieć, jednak całą uwagę zajęła moja kuzynka, która całe spotkanie opowiadała, jak strasznie ciężko musiała się uczyć, by dostać się do wymarzonego liceum. Masakra! Ja tu mam do przekazania takie ważne sprawy a ona papla o liceum?! Byłam okropnie wściekła, ale nie przerywałam i nie próbowałam nawet przebijać moich historii. Jednak po spotkaniu wszyscy zaczęli ją krytykować ,,ile to można gadać”, ,,nie czuje, że już nudzi” czy ,,zero wyczucia.” Więc sami widzicie, że czasem warto stanąć z boku.

 

Moi kochani z okazji nadchodzącego Nowego Roku
życzę wam mnóstwa miłości i zrozumienia <3
By ten rok był rokiem, w którym spełni się wszystko co chcecie!

 

Ps zapraszam was również do pisania na kurawyjsciowa@gmail.com

 

 

 

Związek

Nie ukrywaj uczuć!

Jakiś czas temu pisałam o moim chłopaku, który twierdził, że związek nie jest od tego, by rozwiązywać swoje problemy. Ja, poruszałam oczywiście tematy, które w jakiś sposób mnie dotykały. Wiadomo, że jeśli coś jest jednostronne to nie trwa zbyt długo i koniec końcem robiło mi się głupio, kiedy miałam się z czegoś zwierzać. Przed świętami dostałam maila od pewnego mężczyzny, który trochę zmartwił się tym co przeczytał. Co prawda rozmawia ze swoją partnerką na tematy, które ich frustrują, jest dla niej oparciem i nie ma problemu, by jej wysłuchać. Jednak ona chciałaby czegoś więcej- porozmawiać o uczuciach. ,,Ale po co rozmawiać o uczuciach,  jak przecież z nią jestem! To nie wystarcza?” Dla mężczyzny jest to zwykle łatwiejsze, bo większość twierdzi, że jak raz powiedziało to wystarczy, a jeśli decyzja się zmieni to dadzą znać. Jak dobrze wiemy kobiety są emocjonalne, lubią pogadać i źle się czują, kiedy partner nie okazuje emocji. Jasne, że wspieranie i wysłuchiwanie to bardzo dużo i przez to udowadniamy sobie, że nam zależy. Jednak kobiety lubią słuchać, że są kochane. Pan, który napisał maila był wstrząśnięty, bo bardzo dba o swoją ukochaną, kupuje jej prezenty, naprawia od razu wszystko, co się popsuje w domu i można powiedzieć, że jest na każde zawołanie. Jednak jego partnerka narzeka, że nie czuje się kochana. I teraz UWAGA, to nie zawsze (a raczej bardzo rzadko) chodzi o drogie prezenty. Oczywiście, że każda kobieta cieszy się kiedy coś dostanie, kiedy jest doceniona, ale zdecydowanie ważniejsze od rzeczy materialnych są po prostu słowa czy zwykłe okazanie uczuć. Pan z maila jest w o tyle komfortowej sytuacji, że kobieta mówi mu, że czuje się w taki czy inny sposób. Często bywa tak, że kobiety czekają aż mężczyzna się domyśli. Jak dobrze prorokujecie, facet przeważnie się nie domyśla i koniec końcem oboje nie wiedzą o co chodzi, ale uczucie wygasa, coś zaczyna być nie tak. Podałam tutaj przykład mężczyzny, lecz zdaje sobie sprawę, że jest dużo kobiet, które mają problem z wyrażaniem uczuć i powiedzeniem ,,kocham.” Jeśli chcemy mieć udany związek to nie próbujmy nawet zamieniać słów na prezenty. Nie bójmy się mówić i nie zastanawiajmy się nad głębszym sensem, po prostu mówmy to, co czujemy.

Kurza filozofia

Słowa mają moc czyli coś na święta.

 

Moi kochani, mamy teraz wspaniały czas. Czas, który możemy spędzić na spokojnie z rodziną czy najbliższymi osobami. Kupujemy prezenty, szykujemy potrawy i w końcu zasiadamy do stołu. Niestety, zdarza się, że siadamy do stołu skłóceni czy zdenerwowani. Nie chodzi absolutnie o to, by podczas Wigilii zacząć pouczać się nawzajem. Jednak jeśli już chodzimy po sklepach i zastanawiamy się co by tu komu kupić, to pomyślmy też w jaki sposób możemy się z kimś pogodzić. Każdy z nas ma jakiegoś przyjaciela, z którym z różnych powodów zerwał kontakt- a w sumie nie wiadomo czemu. Może warto na chwilę odłożyć dumę na bok i po prostu zadzwonić z życzeniami, zapytać co słychać. Wiele z was zapyta a dlaczego ja? A dlaczego nie? Wolisz zostawić coś losowi? Jasne, możesz czekać na to co się wydarzy i nie ingerować, ale bywa tak, że nigdy się na nic nie doczekasz. Dlaczego to Ty nie możesz być tym, który wyciąga rękę? Czy to coś strasznego, jeśli w oczach innych będziesz po prostu dobry? Święta mamy co rok, co roku słyszymy, że coś się zmieni i powiedzmy sobie prawdę, sami sobie to obiecujemy. Może jednak warto faktycznie coś zmienić? Porozmawiać z kimś na poważnie, wyjaśnić niektóre sytuacje? Zrób coś w te święta. Nie siedź tylko przy stole i sztucznie się uśmiechaj. Zrób coś, żeby poczuć się dobrze, by wyjaśnić sprawy, które w jakiś sposób nie dają Ci spokoju. A Święta są świetnym pretekstem, by w ogóle zacząć.