Związek

Jeden pokój, a nas dwoje!

Często znajomi pytają się nas, jak mieszkamy. Czy mamy osobno wejście, swoje piętro, a może coś wynajmujemy. Na odpowiedź, że mieszkamy z rodzicami (moimi teściami) są przeważnie dwie odpowiedzi: ,,aha” albo ,,kurcze, szkoda.” Na wieść, że mamy dla siebie jeden pokój większość nie powstrzymuje się od negatywnych komentarzy. ,,Jeden pokój to za mało, nic nie zrobisz”, ,,siedzisz i ciągle na siebie patrzysz, średnio komfortowe”. W takim razie małżeństwo, czy samo mieszkanie ze sobą jest mało komfortowe. Co znaczy, że w jednym pokoju nic nie zrobisz? Jak można mieszkać z osobą, z którą nie jesteś w stanie wytrzymać? Kiedy para jest ze sobą długą to w końcu przestaje odczuwać potrzebę ciągłego zabawiania rozmową. Nadchodzi taki moment, kiedy nic nie mówisz i zajmujesz się swoimi sprawami. Trzeba też umieć razem pomilczeć. Wracając do kwestii pokoju, to mam mnóstwo znajomych, którzy postanowili zamieszkać razem, a nie stać ich na cztery pokoje, więc wybrali kawalerkę. Co więcej jest potrzebne młodym ludziom, czy parom, które nie mają dzieci? Co właściwie takiego będzie się robiło w tych innych pokojach? Mając swój dom odczuwa się na pewno ogromna wygodę i niezależność, że w danym momencie mogę sobie zrobić to, na co mam ochotę. Mając jeden pokój, musimy dogadać się z innymi domownikami, bo może im nie pasować, że zrobimy huczną imprezę, w środku tygodnia. Z resztą mieszkanie w bloku, gdzie z każdej strony masz sąsiadów jest trochę mniej komfortowe, bo tutaj najzwyczajniej możesz nie dojść do żadnego porozumienia. Może niektórych nasz jeden pokój przeraża, ale kiedyś większość małżeństw tak zaczynało. Każdy chciałby od razu postawić dom, w jakimś dobrym miejscu, mieć fajne auto, dobrze zarabiać albo mieć dobrze prosperującą firmę. To wszystko nie jest takie proste, a zdecydowanie razem jesteśmy w stanie osiągnąć to o wiele szybciej. Nic nie spadnie nam z nieba, potrzeba wiele czasu i pracy, żeby mieć ,,coś” swojego. Nie będę szczęśliwsza, kiedy będę miała czegoś ,,więcej”. Oczywiście będzie to dodatkowa radość, ale nie wpłynęło by to na mój obecny stan. Często zapominamy, że najważniejsze jest to, by żyć dobrze. I niekoniecznie chodzi tutaj o najwyższy standard, ale o to, by być dobrymi dla siebie nawzajem. Piękny dom nie sprawi, że będę kochać męża bardziej, a auto nie rozwiąże codziennych sprzeczek. Może jest to jeden, niezbyt duży pokój, ale za to pełen miłości.

Previous Post Next Post

4 komentarze

  • Reply Nikola Tkacz Listopad 5, 2017 at 6:35 pm

    I to jest najważniejsze. 🙂 My też w jednym pokoju i jakoś się jeszcze nie pozabijaliśmy. Co więcej nawet nam całkiem dobrze z tym. 🙂

  • Reply Seba Listopad 6, 2017 at 10:36 pm

    Ciasne ale własne,kiedyś kilkuosobowa rodzina mieszkała w jednej izbie i ludzie byli szczęśliwsi… podobno 😉

  • Reply Kamel Listopad 7, 2017 at 7:39 pm

    My z dziewczyną marzymy o mieszkaniu razem w kawalerce, jakoś wcale ani jednemu z nas snu z powiek nie spędzają koszmarne lata spędzone w JEDNYM POKOJU. Ludzie gadali, gadają i zawsze będą gadać. Wysłuchać warto wszystkich, z tym że jednych przepuszczając tylko ich słowa przez uszy, gdy innych warto słuchać z uwagą.

    Pozdrawiam.

  • Reply Buubula Listopad 7, 2017 at 8:39 pm

    Ja trochę nie rozumiem tego podejścia. Kupe ludzi nie mieszka razem, tylko każde ze swoimi rodzicami i nie biorą ślubu, bo uważają, że nie stać ich na wesele i swoje mieszkanie. I tak lecą lata, i to jest ok. Ale jak weźmiesz ślub i zostaniesz u rodziców bądź teściów to już wielkie halo, bo jak to tak nie na swoim. My jesteśmy półtora roku po ślubie, mąż pracuje, ja mam jeszcze półtora roku studiów przed sobą. Pierwsze pół roku mieszkałam z teściami. Nie mówię, że było cudownie, bo nie odnajdywałam się tam, brakowało mi swojego kąta. Ale nie cierpiała na tym nasza relacja, mimo że mieliśmy wspólny, jeden, mały pokój. Z perspektywy czasu doceniam, że gdy mąż był na drugiej zmianie bądź na noc w pracy to mogłam z kimś porozmawiać, a nie siedzieć sama w pustych czterech ścianach, że gdy siedziałam do późna na uczelni to kto inny zajął się obiadem, sprzątaniem albo zakupami. I finanse były lepsze, dzięki czemu mogliśmy zaoszczędzić na konkretne cele. Teściowie byli i są kochani, a ten czas sporo mógł nas nauczyć. Teraz wynajmujemy kawalerkę i drugi pokój przydałby nam się w niedalekiej przyszłości dla naszej córki. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy mamy kilka pokoi, a któreś z nas się w jakimś zamyka, bo ma swoje sprawy, bo ma drugiej osoby dość. Brakowałoby mi takiej rodzinnej atmosfery, poczucia bliskości. Oczywiście, pewnie z czasem zamarzymy o czymś większym i nie twierdzę, że to źle gdy ktoś od razu ląduje na swoim sporym mieszkaniu. Ale zwyczajnie nie rozumiem, czego tu współczuć mnie czy innym osobom, które dzielą dom z teściami albo mają jeden pokój.

  • Zostaw komentarz