Związek

Za nami rok!

Moi kochani, po dość długiej przerwie wracam do normalnego pisania. Postaram się również ruszyć trochę bardziej z filmikami 🙂

Wczoraj minęła pierwsza rocznica naszego ślubu! Wiele z was pyta, czy coś się zmieniło i czy nadal jesteśmy zadowoleni ze swojej decyzji. Jeśli chodzi o decyzję to tak, teraz postąpilibyśmy dokładnie tak samo. Jak już kiedyś wspominałam ślub to decyzja bardzo, ale to bardzo długoterminowa, więc jeśli ktoś się waha, to nie ma co „ryzykować”. Co do pytania ,,czy coś się zmieniło?” Ogólnie czas narzeczeństwa czy związku dość znacznie równi się o małżeństwa, dla mnie jednak nie jest to wielkie zdziwienie i nigdy nie powiem ,,po ślubie wszystko się zmienia”. Zmienia się dość dużo pod względem spędzania czasu czy obowiązków. Po ślubie jesteśmy już dla siebie w pewien sposób normą i przestają nam przeszkadzać niektóre sprawy. Czasami nie możemy znaleźć czasu na to, żeby usiąść i porządnie porozmawiać. Nie zawsze jesteśmy w stanie poświęcić sobie tyle uwagi ile byśmy chcieli. Oczywiście staramy się jak możemy, żeby nasz kontakt był jak najlepszy i udaje się. Z resztą jeśli ktoś bardzo czegoś chce to jest w stanie to osiągnąć. Osoby, które pytają się mnie co się zmieniło to przeważnie osoby, które myślą w przyszłości bliższej lub dalszej o małżeństwie. Chce też zwrócić uwagę na to, że małżeństwo to nie kolorowy cukierek i same przyjemne chwile, małżeństwo to przede wszystkim wytrwałość, cierpliwość oraz wsparcie drugiej osoby. Jednak bycie żoną i życie z Arturem to najlepsze co mnie spotkało. Nie jest łatwo znaleźć osobę, która tak dobrze Cię rozumie i w każdej chwili stanie za Tobą murem. Osobę, która będzie chciała Cię wysłuchać, a w potrzebie będzie Twoim konstruktywnym doradcą. Taką osobę, która sprawi, że będziesz czuć się lepiej i dzięki, której możesz stawać się lepszym człowiekiem. Życzę każdemu z was takiej osoby, dzięki której będziecie w stanie powiedzieć ,,TAK” na całe życie.

 

 

Kurza filozofia

Który protest wybrać?

Moi kochani, wszystkie media aż huczą od jutrzejszego czarnego protestu. Środowiska katolickie natomiast jutro organizują biały protest.
Różnica w protestach jest dość znaczna czarny= brak zgody na zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych, biały= zgoda na zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych.

 

O co ten cały krzyk?

Proszę zauważyć, że nie ma rozmów pomiędzy jedną a drugą stroną. Jest za to ciągły krzyk i kłótnie. Żyjemy w czasach, w których podobno tolerujemy się wzajemnie i potrafimy rozwiązywać spory. No szkoda, wiek XXI a my nadal nie wiemy czym jest życie- tak w ogóle. Czy kłótnia jest o to kiedy zaczyna się życie? Nie, chodzi o to, co się z tym życiem później zrobi. Jedna strona twierdzi, że kobieta w każdej możliwej chwili powinna mieć możliwość dokonania aborcji, druga natomiast, że nie ma takiej możliwości nigdy. Żadna z tych opcji nie jest dobra, ani w niczym nikomu nie pomoże.
Jutro natomiast będziemy krzyczeć o tym, że nie zgadzamy się z zaostrzeniem prawa, bądź, że jesteśmy za tym.

 

Co wybiera kura wyjściowa?

W czarny/biały piątek planuje iść na zajęcia, spędzić fajnie czas ze znajomymi a następnie wrócić do domu i spędzić czas z mężem, czyli dzień jak co dzień. Nie założę nic co jest czarne ani białe. Nie będę wdawać się w dyskusję o tym kto ma racje, krzyczeć pod urzędem, czy modlić się za ,,okropnych” grzeszników, którzy są za aborcją. W ten dzień wybieram normalność i przekonanie, że najlepiej jest tak, jak jest teraz. Moim zdaniem nie potrzebujemy żadnych zmian. Znam wiele osób, które wychowują niepełnosprawne dzieci i są to niesamowite rodziny! Dzięki temu, że dziecko jest przyjęte przez rodziców, a oni robią wszystko, żeby to dziecko jak najlepiej funkcjonowało to tak właśnie funkcjonuje. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie stanąć kiedyś na przeciw zgwałconej dziewczyny i powiedzieć tak, ja to podpisałam i masz urodzić. Czy oddanie dziecka niepełnosprawnego do domu dziecka to dobre wyjście? I proszę, nie piszcie komentarzy ,,to najlepiej zabić!” Niestety, ale osoby, które krzyczą, że aborcja to największy grzech i powinno być to zakazane, raczej nie pomagają domom dziecka, nie dają pieniędzy na rehabilitacje dzieci niepełnosprawnych ani nie próbują pomóc kobietą zgwałconym. Wiem, że pojawi się komentarz na temat tego, że nic nie dzieje się bez przyczyny i takie dziecko też ma prawo żyć, bo Bóg tak zadecydował. Ja wszystko rozumiem, ale nie sądzę, że takie argumenty trafią do osoby zgwałconej, która prawdopodobnie nie będzie w stanie tego udowodnić (tak u nas w Polce trzeba mieć na to jasny dowód, nie tylko obdukcję)
Nie spodobałoby się nam gdyby do Polski wprowadzono prawo szariatu, bo to nie zgodne z nami, z naszymi poglądami, więc skoro byśmy tego nie chcieli, to dlaczego to robimy? Po co walczymy o to, żeby ktoś nie miał do czegoś prawa i przez to był świętszy? Sami bądźmy! Jeśli ktoś będzie chciał dokonać aborcji to niestety, ale i tak to zrobi. Osoba, która jest wierząca i ma swoje wartości, nawet przy pełnym prawie do aborcji tego nie zrobi. To bardzo stara i odwieczna zasada, że jeśli coś jest zabronione to nagle więcej osób do tego lgnie. Ja sama, nie jestem za aborcją i nie zdecydowałabym się na taki krok, ale zdaje sobie sprawę, że w życiu może spotkać nas wszystko co jest dobre i co złe. Deklaracji nie podpisuję ze względu na osoby, które są w tej najgorszej z możliwych sytuacji i stają przed strasznym wyborem.

Kurza filozofia

Kolejny Wielki Post

Rok 2018 jest naprawdę dziwnym rokiem. Mnóstwo rzeczy się na siebie nakłada. Tak samo dzisiaj, walentynki i środa popielcowa. Na internecie roi się od artykułów o tym, co człowiek powinien wybrać, jak powinien się zachować. Ja osobiście nie uważam tego za problem, ponieważ można wybrać się na kolacje bez mięsa. Z resztą to kolejny Wielki Post, w którym coś sobie postanowiliśmy i niekoniecznie w tym wytrwaliśmy. To taka skrócona wersja postanowień noworocznych. Nie będę jeść słodyczy, nie będę przeklinać, nie będę…. Hm, może właśnie błąd w naszych postanowieniach jest w tym czego NIE BĘDZIEMY. Lepiej skupić się na tym, co będę czy co mogę niż na tym czego nie mogę. Uważam, że połączenie dnia zakochanych jest świetnym połączeniem z początkiem Wielkiego Postu. Dzień zakochanych kojarzy się każdemu z miłością, wyjątkowością. W walentynki jesteśmy dla siebie mili, kłótnie schodzą na bok, bo liczy się ten czas spędzony razem. Więc może właśnie takie sprawy powinny nas interesować w Wielki Post, żeby spróbować zmienić swoje zachowanie względem innych ludzi. Być trochę milszym? Częściej się uśmiechać? Wielki Post nie musi być czasem, w którym cierpimy przez wyrzeczenia, bo naprawdę takie coś nie daje efektów. Fajnie, że nie jesz słodyczy, ale po Wielkim Poście od razu się na nie rzucasz z ulgą, że już po wszystkim. Niech ten Wielki Post nie będzie kolejnym, w którym nic nie zmienisz. W Wielkim Poście chodzi głównie o zastanowienie się nad sobą, nad tym, co możemy zmienić, by być coraz lepszym człowiekiem.

Związek

Przepis na udany związek

­Jaki jest przepis na długi związek? Każdy z nas zna jakieś małżeństwo, które rozumie się bez słów!

 

Jaki oni to robią?

Przede wszystkim najważniejszym elementem w związku jest wzajemne wysłuchanie. Nie mam na myśli ,,odklepanego” wysłuchania- usłyszę co mam usłyszeć i pójdę. Taka jednostronna relacja nie wróży nic dobrego. Musimy znajdować dla siebie czas, na to, żeby wysłuchać, ale także aby powiedzieć coś od siebie. Znam wiele osób, które nie lubią mówić co u nich, jak im minął dzień, ale musimy dać znać drugiej połówce co się z nami dzieje. Mam wujka, dla którego nie jest istotny dzień w pracy jego żony, bo co go obchodzą jakieś tam dzieci (jego żona jest nauczycielką). On sam o swojej pracy też nie opowiada, mimo wielu prób zawsze odpowiada ,,a tam, praca jak praca.” Kiedy nasze życie zaczyna się obracać w okół pracy i domu, a druga połówka nie chce poruszać tych tematów to naprawdę zaczyna się wydawać, że nie ma o czym ze sobą rozmawiać. Mimo tego, że wydaje nam się, że jest wszystko ok, to musimy się dzielić swoimi przeżyciami. Oprócz tego, że utrzymujemy ciągły kontakt, wspieramy się to „mamy na oku” co siedzi w głowie partnerowi/partnerce.

 

Rutyna

No właśnie, a co kiedy w nasze życie wkradnie się nuda? Rano wychodzimy do pracy, wracamy po południu, zrobimy kila rzeczy i idziemy spać. A gdy są dzieci to dochodzi masa innych obowiązków, po których człowiek jest wykończony. Rozmawiałam kiedyś z małżeństwem, które miało piątkę dzieci i niesamowity wigor do działania. Chyba nigdy nie widziałam, żeby ktoś się tak dogadywał! Piątka dzieci, on własna firma, ona praca plus dom, brak czasu na cokolwiek innego. Nie zaprzeczali, jeśli chodzi o czas wolny mieli go naprawdę mało. Ustalili, że dwa razy w miesiącu będą robić coś tylko dla siebie, bez dzieci, bez znajomych. Sam na sam, bez możliwości przekładania terminu. Sami stwierdzili, że na początku było bardzo trudno to wszystko dograć, ale dla chcącego nic trudnego!

Najlepsza rada?

Czas pędzi do przodu, a my nie możemy zapomnieć o chwili dla siebie. Chwila dla siebie to może być kolacja w restauracji, basen, weekend w górach. Możliwości są tutaj ogromne, nie muszą to być dwa dni, sami doskonale wiecie na ile możecie sobie pozwolić, bo na przynajmniej jeden dzień musicie! Zaszalejcie trochę, nie martwcie się nie myślcie czy na pewno powinniście. Moim zdaniem, żeby było miedzy wami wszystko dobrze MUSICIE!

Związek

Przepraszam- zapominam! Czyli góra lodowa w związku.

Mimo tego, że pary bardzo się kochają i przeważnie chcą dla siebie jak najlepiej to często mają problem z przyznaniem sobie wzajemnej racji czy powiedzenia najprostszego przepraszam.

 

Co jest problemem?

Skoro się kochamy i chcemy wspólnego szczęścia to nie powinno być żadnego problemu. Niestety często podczas kłótni nie potrafimy przestać i tylko zaogniamy konflikty. Problemem nie są same kłótnie, bo lekkie sprzeczki w związku też są potrzebne. Jednak czasem tak mocno wchodzimy w kłótnie z drugą połówką, że przestajemy zważać na słowa. To tak jakbyśmy na moment zapomnieli za co się kochamy czy, że chcemy spędzić razem życie. Oczywiście, czasu nie cofniemy i co zostało powiedziane zostanie na długo zapamiętane. Mimo nerwów powinniśmy bardzo uważać na nasze słowa. Najłatwiej jest wszystko z siebie wyrzucić czy wypomnieć jakieś sytuację sprzed lat, jednak zatrzymać kłótnię, przeprosić to jest dopiero wyczyn!

Zatrzymać kłótnie.

W zatrzymywaniu kłótni nie chodzi o to, by powiedzieć ,,dobra, koniec tematu” albo olanie sytuacji i np. wyjście. Chodzi o coś znacznie trudniejszego, o wyjaśnienie tego, po co się w ogóle kłócimy i dojście do jakiegoś sensownego wyjaśnienie czy kompromisu. Czasem sami zaczynamy kłótnię, tak po prostu, bo mamy zły dzień, jesteśmy zdenerwowani cały dzień i tylko czekamy na to, żeby ktoś powiedział albo nawet popatrzył na nas nie tak jak byśmy chcieli. Jeśli w taki dzień już zdarzy nam się wybuchnąć to nie zapominajmy przeprosić. Druga połówka powinna to zrozumieć, ale bez słowa przepraszam i wyjaśnienia jaki mam dzisiaj dzień czy co mnie spotkało nie pójdziemy dalej i nie będziemy w stanie się pogodzić. Nie możemy zapominać o przepraszaniu! W związku jest to naprawdę ważne, w szczególności jeśli się zapomnimy i bez powodu wybuchniemy na drugą połówkę.

 

Związek

Obowiązki domowe. Czyje obowiązki?

Na co przeważnie narzekają pary? Ciągle niepozmywane naczynia, brak umiejętności takich jak utrzymanie porządku, a może brak pomocy przy sprzątaniu?

 

Chyba jednym z najczęstszych problemów w związku są prace domowe. Bardzo często kobiety skarżą się, że mężczyźni ani trochę nie kwapią się do pomocy. Nie piorą, nie prasują, nie sprzątają, nie gotują. Przyznam, że jak tak słucham niektórych Pań to mam wrażenie, że ich mężowie cały dzień nic nie robią tylko leżą. Z drugiej strony też zdarzyło mi się słyszeć od mężczyzn, że czują się zaniedbani, ponieważ żona interesuje się jedynie swoją pracą. Są to oczywiście skrajności, jednak problemy w ‘’zrobieniu czegoś w domu’’ są od zawsze. Najczęściej Panowie po pracy przychodzą zmęczeni, a Panie muszą jeszcze zrobić obiad. Jeśli wszystkie obowiązki zaczną spadać jedynie na kobietę to uwierzcie mi, że nie będzie to szczęśliwa kobieta. Nawet jeśli sobie świetnie ze wszystkim radzi to nie może być pralką, zmywarką i jadłodajnią w jednym. Jeśli partnerka nie jest szczęśliwa to mężczyzna też nie będzie… Musicie współpracować zawsze! Nie tylko się wspierać, dużo rozmawiać ale także pomagać sobie w takich codziennych czynnościach jak np. sprzątanie. Nie chodzi też o nagłe, diametralne zmiany i odwrócenie dnia do góry nogami, czy zmuszanie kogoś po 12 godzinach pracy do tego, by wyprasował ubrania z całego tygodnia. Druga połówka nam nie pomaga? Najpierw porozmawiajmy, bo może nasze zachowanie w ogóle nie wskazuje na to, że oczekiwalibyśmy jakiejkolwiek pomocy. Nie chce mu/jej się? W takim razie nam też nie musi i trzeba to uświadomić partnerowi/partnerce. Związek nie powinien mieć na celu tego, że jednej stronie jest dobrze. Nie ma sensu być z kimś kto zastępuje nam drugą mamę(?) Przepraszam, ale inaczej tego nazwać nie potrafię. Nie krytukujmy się nawzajem, że jest niepozmywane czy nieposprzątane. Jak wiemy krytykować najłatwiej, a wziąć się do pracy… no z tym już gorzej. Dlatego jeśli chcemy żyć z kimś dobrze to musimy pomagać sobie na każdej płaszczyźnie nawet na tej niby nic nie znaczącej.

Związek

Nierozłączność. Plus czy minus?

Zakochani uwielbiają spędzać razem czas. Na początku czujemy wielką fascynację naszym ukochanym/ ukochaną. Dopiero po jakimś czasie, kiedy widzimy jej wady i zalety (potrafimy spojrzeń obiektywnie) możemy mówić o prawdziwej miłości i akceptacji. Każda para ma jakąś swoją cechę charakterystyczną, co powiecie o papużkach nierozłączkach?

 

Powiem od razu wprost. Nie jest dobrze kiedy spędzamy czas jedynie z naszą drugą połówką. Znam osoby, które zrezygnowały z różnych swoich znajomości, ponieważ woleli spędzać czas ze swoim chłopakiem czy dziewczyną. Doskonale to rozumiem, lecz utrzymywanie znajomości jest bardzo ważne, bo w końcu będziemy samotni w naszym związku. Mam koleżankę, która po zerwaniu z chłopakiem nawet nie miała się do kogo odezwać. Nie mówię, że każda nierozłączna para się rozpadnie aczkolwiek jest to dość niezdrowe. Dlaczego nierozłączność jest minusem? Ponieważ każde z nas powinno mieć chwilkę odpoczynku od ukochanej/ukochanego- tak ku zdrowotności.

 

 

Trzeba czasem odetchnąć spotkać się z koleżanką na ploty czy z kolegą na piwo. Ktoś może powiedzieć, że przy swojej drugiej połówce czuje się najlepiej, świetnie! Co nie zmienia faktu, że nie możemy zamykać się w czterech ścianach. Mam najlepsze oparcie w moim mężu, zawsze mogę na niego liczyć i uwielbiam po prostu usiąść z kawę i rozmawiać z nim godzinami. Mimo świetnego, wzajemnego zrozumienia spotykamy się też z innymi osobami. Nie możemy być od siebie zależni. Czy poradzimy sobie jeśli któregoś zabraknie? Co będziemy mieli w głowie podczas długiej rozłąki? Jasne, zawsze będzie ciężko, ale dla papużek nierozłączek jest to zwyczajnie koniec świata! Bo skoro miałem/miała tylko tą osobę, to co teraz? Nie możemy zamykać się tylko na jedną osobę, bo w końcu któremuś z nas może się zrobić ,,duszno.” Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby każdy żył tak jak chce i nie brał pod uwagę drugiej połówki, lecz by żyć z pewnym umiarem. Kiedy żona/ partnerka chce się spotkać z koleżankami nie pytaj czy woli woli koleżanki niż Ciebie… Jeśli mąż chce wyjść z kumplami na piwo czy mecz, nie rób o to pretensji. Każdy człowiek potrzebuje chwili dla siebie.